Lama Yonge Mingyur Rinpocze: "Szczęście żyje w każdym z nas"

Lama Yonge Mingyur Rinpocze jest wybitnym przedstawicielem nowej generacji tybetańskich mistrzów medytacji. Mówi płynnie w realiach zachodniej kultury, żartuje w dobrym angielskim i porównuje nasz niespokojny ludzki umysł z dzisiejszym rynkiem giełdowym. Podczas naszego spotkania "najszczęśliwszy człowiek na świecie" opowiedział, jak zmienić lęki i problemy w najlepszych przyjaciół, nauczyć się cieszyć życiem i być szczęśliwym w tej chwili.

Lama Yonge Mingyur Rinpocze:

"Powiedz mi, Rinpocze, czy trzeba medytować nad przepływem gotówkowym, aby stać się bogatym?" Młody człowiek prosi, aby dostać się do mikrofonu po rosyjsku. Hala zamarza. Młody lama na scenie słucha uważnie tłumacza, a potem śmieje się: "Nie, nie, dlaczego! Lepiej powtórzyć mantrę: Wszystkie pieniądze wracają do domu. " (Dla tych, którzy wiedzą, jest to podpowiedź jednej z głównych mantr buddyzmu tybetańskiego, Om mani padme hum, pragnienie szczęścia dla wszystkich czujących istot). I znowu się śmieje. A potem to całkiem poważnie - że prawdziwa medytacja nie wiąże się z osiąganiem krótkoterminowych materialnych korzyści, ale może dać coś więcej - poczucie wewnętrznej radości i prawdziwej wolności.

Lama Yonge Mingyur RinpoczePsychologie:

Magazyn "Time" nazwał cię "najszczęśliwszym człowiekiem na świecie". Dlatego przede wszystkim chcesz rozmawiać o szczęściu.

Yonge Mingyur Rinpocze:

Świetnie, jestem bardzo szczęśliwy! (Śmieje się)

W zwykłym sensie szczęście jest dość materialne i często zależy od innych ludzi, okoliczności ... Co masz na myśli mówiąc o tym?

J.M.R .:

Dla mnie szczęście to stan umysłu. Radosny, pewny siebie, otwarty. Pokojowe, wolne, istniejące w nas niezależnie od okoliczności. Jeśli nasze szczęście zależy od zewnętrznych, to, podobnie jak na giełdzie, będzie się nieustannie zmieniać i okresowo będziemy się znajdować w głębokim kryzysie. Moim zdaniem sekret szczęścia polega na tym, że jest on już obecny w nas właśnie teraz.

W buddyzmie mówimy, że szczęście leży w naturze każdej osoby - bez względu na to, jak się teraz czuje. Mamy jasność, mądrość, radość - właśnie teraz, w tej chwili. Jedynym powodem, dla którego nie możemy ich zgadywać, jest to, co nazywa się "zasłoną zaciemnień" w buddyzmie. Nie pozwala nam dostrzec w sobie szczęścia, tak jak mgła kryje górskie jezioro.

Ludzie mają taką cechę: przypuśćmy, że masz dziesięć cech, z których dziewięć jest dobrych, a drugie złe. Na czym skupimy się najpierw? Najprawdopodobniej na złe. Nie da nam spokoju, będziemy o tym nieustannie myśleć, doświadczać, doświadczać poczucia winy. W Tybecie uwielbiają tę metaforę: jeśli żebrak dostanie garść diamentów, a on nigdy nie widział diamentów, nie wie, co to jest, jaka jest ich wartość, będzie nadal żył w biedzie, aw najlepszym razie wyrzuci diamenty gdzieś na rogu swojej szopy .

Dla mnie szczęście to stan umysłu. Radosny, pewny siebie, spokojny. Bezpłatne w każdych okolicznościach

Ale jak rozpoznać, że jest to diament? Że jesteśmy szczęśliwi w tej chwili, a szczęście jest szczere?

J.M.R .:

Będziemy musieli się uczyć i wykonywać praktyczne zadania. Ptak potrzebuje dwóch skrzydeł, aby wystartować. Osoba potrzebuje również dwóch skrzydeł - to jest mądrość i metoda. Mądrość da nam kierunek, metoda pozwoli nam działać. Opowiem ci historię. Kiedy po raz pierwszy przyjechałem do Stanów Zjednoczonych, już wtedy dużo medytowałem. A moi przyjaciele powiedzieli, że muszę uprawiać sport - aby utrzymać formę fizyczną. To prawda, choroby tylko odciągają nas od praktyki i nie pomagają.

Więc zdecydowałem się popływać. I w basenie natychmiast zacząłem tonąć. Moi przyjaciele polecili mi się zrelaksować, pokazać mi odpowiednie ruchy. I nagle przypomniałem sobie, że w dzieciństwie, w Nepalu, płynąłem w górskich jeziorach - jak pies, szybko obracając się w wodzie dłońmi. Za chwilę płynąłem. Właśnie przypomniałem sobie, co już wiedziałem. W naszej głębi każdy z nas już wie, jak być szczęśliwym. Wszystko, czego potrzebujemy, to zapamiętać ten stan, aby się z nim skontaktować.

Lama Yonge Mingyur Rinpocze:

Kiedy dałem twoją pierwszą książkę moim przyjaciołom, którzy byli daleko od buddyzmu, powiedzieli coś w stylu: "Łatwo mówić o szczęściu siedząc w klasztorze: nie musisz tam pracować, karmić rodzinę, budować relacji z żoną lub mężem, wychowywać dzieci. Nie wierzę, że jego rada zadziała dla mnie. "

J.M.R .:

Główne ludzkie problemy są uniwersalne. Klasztor jest tą samą rodziną, znacznie większy niż zwykle. Są tam setki ludzi i muszą żyć razem. Doświadczają też strachu, zazdrości, bólu. Kochają się lub nienawidzą. Muszą też stawić czoła swoim problemom twarzą w twarz.

Przeprowadziłeś pierwsze trzyletnie odosobnienie 1 w wieku 13 lat - kiedy nastolatkowie na Zachodzie spędzają czas zupełnie inaczej. Czy miałeś kiedyś wrażenie, że ktoś wybrał dla ciebie swój los, że pozbawiono cię dzieciństwa?

J.M.R .:

Nie, ponieważ ja od najmłodszych lat starałem się medytować. Od około siedmiu czy ośmiu lat zaczęły mnie nawiedzać straszliwe ataki paniki. Bałem się burz, nieznajomych, głośnych dźwięków, a czasem bez wyraźnego powodu, zacząłem mieć straszne bicie serca. Pomyślałem, że może praktyka medytacji mi pomoże. Dlatego poprosiłem matkę, aby porozmawiała z ojcem i przekonała go, by udzielił mi instrukcji. W wieku 11 lat zostałem wysłany do Indii, do klasztoru Sherab Ling, ponieważ chciałem zostać mnichem.

W wieku 13 lat poprosiłem opata tego klasztoru, aby zabrał mnie na trzyletnie odosobnienie. Bardzo się cieszę, że zostałem mnichem, mam dużo więcej czasu niż laika, aby przestudiować mój umysł. W buddyzmie ludzki umysł jest często porównywany do małpy, która nie może siedzieć nieruchomo przez minutę.

I musisz oswoić małpę?

J.M.R .:

Nie, zaprzyjaźnij się z nią! Zmień tę energię i użyj. Moje ataki paniki stały się moimi nauczycielami. Moim pomysłem jest, że nasze problemy i trudności mogą stać się naszymi najlepszymi przyjaciółmi.

W naszej głębi każdy z nas już wie, jak być szczęśliwym. Trzeba tylko przywołać ten stan, aby się z nim skontaktować.

W jaki sposób?

J.M.R .:

Są trzy kroki. Pierwszym jest rozpoznanie istnienia problemu. Często nasze wady są jak nasz cień, są trudne do rozpoznania. Na przykład osoba stale doświadcza gniewu. Dla tych, którzy są wokół niego, gniew ten jest nieuzasadniony, ale mężczyzna tłumaczy go tym, że jest stale sprowokowany. Wydaje mu się, że ogólnie jest słodki i miły. Taka osoba musi najpierw zobaczyć swój gniew, śledzić go poprzez swoje reakcje - i zaprzyjaźnić się z nim. Ponieważ jeśli zaczniesz z nim walczyć, okaże się, że gniew stał się silniejszy lub że wymyka się naszej mocy. Albo, że moc tej emocji przeraża nas i chcemy od niej uciec.

Dlatego pierwszym krokiem jest złość: "Cześć, widzę cię!" To całkiem proste. Drugim krokiem jest uczenie się miłosnego współczucia. Jeśli traktujemy siebie z pełnym miłości współczuciem, możemy odnosić się do innych ludzi w ten sam sposób. Jeśli widzimy, że nasza złość jest wynikiem naszego lęku, poczucia niepewności, bezradności, łatwiej nam zaakceptować jego istnienie w sobie iu innych ludzi. Jeśli potraktujemy samych siebie tolerancją, staniemy się bardziej tolerancyjni wobec innych. A wtedy gniew przestanie być tym, co nas dzieli od innych, stanie się tym, co wiąże. To jest źródło wewnętrznej transformacji.

Lama Yonge Mingyur RinpoczeTergar Oselling monaster, Kathmandu, Nepal, Listopad 2015

Przekonamy się, że nasze negatywne emocje mogą być źródłem miłosnego współczucia. A w trzecim kroku nagle odkrywamy, że naszą pierwotną naturą jest świadomość. Absolutnie za darmo, ponadczasowy, bezwarunkowy, czysty, spokojny. Dam wam inny obraz: esencja naszego "ja" jest jak zasłona, jest jak mgła mgły.

Jeśli wspinamy się wysoko w górach, być może zobaczymy górskie jezioro. Jeśli jest ukryta przez mgłę, nie będziemy w stanie tego zobaczyć. Ale będzie tam, za tą mgiełką, - czystą, nietkniętą, nieruchomą. Podobnie, istota naszego "ja" - jest ukryta za zasłoną negatywnych emocji i doświadczeń, ale w jej sercu jest wolność i radosna klarowność. I ta podstawa jest jedna dla wszystkich ludzi, bez względu na kolor, wykształcenie, religię.

Jak zrozumieć, że udało nam się zaprzyjaźnić z naszymi problemami?

J.M.R .:

Wiesz, czasami potrzebujesz się zrelaksować. Na przykład, jeśli próbujesz pozbyć się gniewu i jednocześnie jesteś bardzo spięty, ciągle mów sobie: "Hej, gniewu, musisz zostać moim przyjacielem! Natychmiast! "- to raczej nie przyjaźń, ale tłumienie gniewu. Odpręż się. Pozwól sobie na mały odpoczynek. Powiedz sobie: "Tak, często jestem zły. Przyznaję to. "

Nie powinieneś uciekać się do medytacji, aby pozbyć się pewnych emocji: to także będzie ich represja. Na przykład: "Teraz usiądę przez 15 minut i pozbędę się alarmu. Jeszcze pół godziny - i nie było strachu przed rozmową z szefem. To nie zadziała. Spróbuj wziąć swój niepokój. Pozwól jej być w tobie. A potem stopniowo zacznie przekształcać się w ufność i pokój.

Innym znakiem jest to, że próbując zaprzyjaźnić się z problemem, nie oczekujesz natychmiastowego sukcesu, osiągnięć, natychmiastowych zmian w swoim życiu. Kwiat potrzebuje czasu, by wykiełkować. Dlatego nie trzeba przecedzać - lepiej oglądać. To jak nauka języka obcego - na początku wszystko przychodzi z trudnością, ale stopniowo zaczynamy mówić łatwo i naturalnie.

Brałeś udział w eksperymentach mających na celu zbadanie efektów medytacji na ludzki mózg. Jak to było?

J.M.R .:

Richard Davidson zaprosił kilku mnichów do wzięcia udziału w nich, w tym mnie. Głównym warunkiem było, aby każdy z nas miał doświadczenie w ćwiczeniu co najmniej 10 000 godzin. Dla niektórych osiągnęła ona nawet 50 000 godzin. Richard poprosił nas o wykonanie pewnych ćwiczeń medytacyjnych, a on sam monitorował procesy w naszym mózgu za pomocą funkcjonalnego MRI i elektrokardiogramu.

Trzeba powiedzieć, że leżenie w bezruchu przez kilka godzin w dusznym białym aparacie, jak trumna, jest samo w sobie testem. Pranie płynie w twarz, a ty nie możesz się poruszać, a ponadto musisz medytować, na przykład, o współczuciu. Ale to nie wystarczyło, więc nagle naukowcy włączyli rozpraszające dźwięki: płacz dziecka, strzał z pistoletu ...

Jeśli traktujemy siebie z tolerancją, możemy stać się bardziej tolerancyjni wobec innych ludzi.

I co odkryli?

J.M.R .:

Jeśli przetłumaczymy z języka naukowego na wspólny język, dokonali trzech odkryć. Pierwszą jest neuroplastyczność mózgu. To znaczy, że nasz mózg może się zmieniać i odbudowywać w procesie życia i pod naszym wpływem. Jeśli wcześniej uważano, że pewne obszary mózgu są odpowiedzialne za pewne zaburzenia psychiczne i nie można tego zmienić, teraz naukowcy zrozumieli, że medytacja pozwala dosłownie odbudować mózg na poziomie fizycznym. A nasz mózg ma nieograniczoną zdolność do zmiany.

Drugie odkrycie: medytacja, w przeciwieństwie do leków, pozwala całkowicie pozbyć się szeregu zaburzeń psychicznych - właśnie z powodu neuroplastyczności mózgu. Po prostu ostrzeż czytelników, że mimo wszystko konieczne jest działanie stopniowo, a na początku warto połączyć lek i medytację - nie robić żadnych gwałtownych ruchów. I trzecie odkrycie: medytacja ma bardzo dobry wpływ na nasze ciało fizyczne, układ odpornościowy, zdolność koncentracji na złożonych zadaniach bez odczuwania stresu.

Ale spędzanie 10 000 godzin w medytacji dla zwykłej osoby jest po prostu nierealne!

J.M.R .:

I to nie jest wymagane. Osiem tygodni - minimalny okres, po którym można zobaczyć pozytywne zmiany. Eksperyment Davidsona obejmował także studentów, którzy nie mieli doświadczenia w medytacji. Poprosił ich, aby medytowali codziennie przez godzinę przez osiem tygodni. A potem spojrzał na zmianę pozytywnego działania ich mózgu: zwiększył się o 10-15%!

Jak może wyglądać medytacja w najprostszej postaci? Co możesz teraz zacząć robić?

J.M.R .:

To łatwe! Pierwszą techniką jest po prostu relaks. Wyobraź sobie: piątkową noc. Właśnie ukończyłeś pracę. Wróć do domu, weź prysznic, usiądź na krześle i całkowicie się zrelaksuj. Wydech To jest medytacja - najprostsza podstawowa praktyka relaksacji. Nie przejmuj się myślami, które przychodzą ci na myśl, nie kładź żadnego wysiłku - po prostu pozwól sobie na relaks. To jest najprostsze i najważniejsze. Jeśli będziesz to robił przez cały czas, bardzo szybko zauważysz, jak zmienia się twoje życie.

Lama Yonge Mingyur Rinpocze

O ekspercie

Lama Yonge Mingyur Rinpocze urodził się w Nepalu w 1975 roku w rodzinie tulku Urdziena Rinpoczego. Przetłumaczone z tybetańskiego "tulku" oznacza "fizyczne ciało Buddy" - tak zwanych ludzi, którzy w pełni uświadomili sobie swoją oświeconą naturę i nauczają praktyk i metod medytacji. Od dziewiątego roku życia Mingyur Rinpocze otrzymał instrukcje od swojego ojca, a w wieku 12 lat został oficjalnie uznany za siódmą inkarnację jogi Jonge Mingyura Rinpocze.

Po otrzymaniu klasycznej edukacji monastycznej i spędzeniu sześciu lat w samotnym odosobnieniu medytacyjnym, młody mnich spotkał się ze słynnym chilijskim neurologiem i filozofem Francisco Javierem Varela Garcą. Spotkanie to skłoniło Mingyura Rinpocze do poważnego studiowania biologii, neurologii, psychologii i fizyki. Rozumiał, że aby przekazać cenne nasiona buddyjskiej praktyki zachodnim, trzeba nauczyć się z nim rozmawiać w języku nauki.

W 2002 r. Amerykański neurofizjolog Richard Davidson zaprosił Mingyura Rinpocze do wzięcia udziału w badaniach w laboratorium neurofizjologii i funkcjonowania mózgu Weismanna (USA). Naukowiec chciał dowiedzieć się, w jaki sposób medytacja wpływa na aktywność naszego mózgu. Wyniki tego badania zaimponowały wszystkim. Okazało się, że doświadczeni praktykujący medytację, tacy jak Mingyur Rinpocze, mogą naprawdę kontrolować aktywność mózgu i wpływać na procesy, które wcześniej uważano za automatyczne. I w rezultacie, zmień swój stan psychiczny i umysłowy z własnej wolnej woli.

Lama Yonge Mingyur Rinpocze: "Szczęście żyje w każdym z nas"
Ocenę 4/5 na podstawie 1200 recenzji